Andy - La Rinconada
Liście koki, karmelki. Puno. Wizyta na rynku by kupić zaopatrzenie na podróż. Jezioro Titicaca z białym wstrętnym klocem na brzegu - ogromny ośrodek turystyczny. Wielu cudzoziemców na ulicach. Robi się chłodniej wieczorem. Wpływ wysokości jest oczywisty. Wyjeżdżamy jutro wczesnym rankiem. Kierunek: Przeciwny do tych zalecanych, aby przekroczyć boliwijską granicę. Cel: Zobaczymy.
Teraz już w Juliaca. Zanim odjedziemy do La Rinconada poznajemy przyjaciół szukając miejsca, gdzie można coś zjeść.
A na drogę - owoce.
Wyjeżdżamy w południe. Jedyna wykonalna opcja to „movilidad” do La Rinconada. Chcemy dotrzeć w sąsiedztwo Jeziora Suches i owa nazwa kopalni złota wywołuje skojarzenia. Dowiadujemy się, że również to jest miasteczko. Dziwnym jest sprawdzić śmieszność naszego pojęcia czasu. Okoliczności uodparniają przeciw niecierpliwości.
Autobus wypełnia się. Drzemiemy. Osiadający kurz stopniowo wytłacza pieczęć snu. Za oknem przesuwa się nieruchomość wyżyny. Łamie ją tylko kolor ubiorów. I już z ostatnim światłem dziennym wielka biała bariera śnieżnych szczytów. Ciągle w górę i w górę. Tylko kilku pasażerów pozostało w autobusie. Większość wysiada w Ananea - wsi, która żyje z kopalni i dla kopalni. Roboczy dzień trwa tu 24 godziny. Światła w oddali. Tam kończy się dzień.
La Rinconada. Pomimo ciemności i zimna miasto przypomina mrowisko. Ulice są pełne wszelkiego rodzaju towarów. Błoto zmieszane z resztkami z rynku w centrum miasta. Wszechobecne ogłoszenia o zakupie i sprzedaży złota. Dymiące stoiska z jedzeniem. Spiralne schody zwykle prowadzą do wysoko położonych wejść domów. Wrzenie, intensywność. Natychmiast jest się w relacjach z ludźmi. Zaskakuje ich łatwość i naturalność. Ale to nie jest Alaska ani gorączka złota.
Wspiąć się po kamiennych schodach - cała wieczność. Czy to znużenie po podróży? Noc nie przynosi żadnego wytchnienia. Następnego dnia poznajemy powód; jesteśmy na wysokości około 5200 metrów. To drugi dzień podróży. Koka i karmelki.
Bardzo zimny poranek. W nocy zamarzły rury doprowadzające wodę do miasta. Trudno obudzić się, jeżeli się nie spało. Wszystko to, co nie jest oddychaniem wydaje się nieistotne.
Mimo wszystko zmuszamy się do zjedzenia śniadania. Ulice nabierają rytmu. Widzi się mało dzieci. Później dowiadujemy się, że prawie dwie trzecie rodzin posyła swoich małoletnich synów i córki do pracy w kopalni.
Suches, Sina lub jakikolwiek inny kierunek by móc kontynuować. Mikrobus do Suches odszedł wczoraj a następny pojedzie za tydzień. Jednak przy nieistniejących formalnych usługach i, dzięki temu że ich brak, znajduje się rozwiązania dla nieprzewidzianych sytuacji. Niezapomniane wspomnienie Wiktora - niepowtarzalnego; redaktora, prezentera, i człowieka do wszystkiego w stacji radiowej „Radio Latina”. Najwięcej słuchany w mieście; w kwadrans zaprezentował się kandydat do przewiezienia nas na granicę. W tym czasie dzielimy radiowy eter z burmistrzem, podsumowującym dotacje na miejscowe święta. Dyskurs we własnym stylu. Dajemy aprobatę furgonetce i dziękujemy na falach. Ci, których spotkaliśmy poprzedniej nocy teraz zadają nam trudne pytanie: kiedy wrócicie? Nie wiemy.



