Andy - Pelechuco

Wychodzimy znów w górę. Gdy osiągamy najwyższy punkt, oczarowanie rośnie. Niebo nurza się w jeziorze Cololo, które po prawej stronie naznacza daleki horyzont a po lewej odbija biel lodowców Apolobamby. Dołem wije się nasza droga. Woda obecna jest we wszystkich możliwych wcieleniach. Kaskady, potoki, sadzawki. Napełnia atmosferę, sugeruje. Majestatyczne szczyty nikną w tle doliny, rodzą się w jeziorze.

Foto Foto Foto
Schodzimy na drogę do Pelechuco widząc koniec jeziora Cololo.
Chwila odpoczynku i po chwili marszu mijamy „oficjalne” wejście do Kordyliery Apolobamba.
Foto Foto
To jest lama. Albo i nie.
Aby rozbudzić nasze pomysły na wysokości, najlepszą rzeczą jest napar z liści koki. Gorący!

W południe pojawiają się chmury i podnosi się wiatr. Patrzymy, jak przesuwają się po niebie przelotne burze. Tym razem nas nie przemoczą.

Przy kamiennym kopcu, który dominuje na przełęczy, otwierającej zejście do Pelechuco, kłonimy się przed lodowymi olbrzymami, widocznymi z drugiej strony.

Foto Foto Foto
Maszerujemy równolegle do całego rzędu pokrytych lodem i śniegiem gór.
Schodząc zbliżamy się de drogi do Pelechuco aż w końcu jest już pod naszymi stopami.
Andy

Pelechuco, które od czasów Inków (i nawet wcześniej) do zaawansowanego wieku 20., było częścią makroterytorium uzupełniających się kontaktowych ekonomii etnicznych, które rozciągały się, z jednej strony, aż do Amazonii, i z drugiej, aż do Cuzco. Była to źle zrozumiana nowoczesność, która wyparła go z oficjalnych map i polityk państwa, lecz nie z marzeń i oczekiwań ludzi. Ten koniec świata, którego nieuchronny los wypływa z jego historycznej przeszłości, dziedzictwa królestwa inków, i przyszłości, która wykuwa się, niszcząc tę spuściznę. Przyszłość tą ujrzeć można śledząc budowę drogi, która na odcinku między Queara i Pelechuco pogrzebie starą przedhiszpańską drogę. Bardzo wysoka cena za to, co się uzyska w zamian. Jaką wartość mają usprawiedliwienia, które sankcjonują zniszczenie, by stać się oczywistymi?

Foto
Wikunia nas wita. Może to nie jest wikunia...
Foto Foto Foto
Spacer po Pelechuco jest bardzo przyjemny i spokojny.
Miejscowi pokazują nam ślady niemieckiej obecności: fontanna na rynku, ufundowana przez jednego z przybyłych tu Niemców wiele lat temu.

Nocami w Pelechuco nadal używa się świec do oświetlania. Chociaż posiłki już są podporządkowane wymaganiom gringów, i które, niestety, usiłuje się spełniać. Na razie słabo rozwinięta infrastruktura turystyczna broni tę strefę przed drapieżną turystyką, szukającą wygód.

Foto
Idziemy do „chullparu” (nekropolii), wzniesionej przez kulturę Mollo.

Tymczasem będziemy musieli dostosować nasze najblizsze plany do wymagań regulaminowych.

Foto
Wspomnienia z bardzo świeżej przeszłości bez możliwego pojednania. Na razie?

ZAPROSZENIE
Dyrekcja i absolwenci szkoły w Pelechuco zapraszają do udziału w konferencji na temat:
DRAPIEŻNE CHILE. Chilijskie powody do ataku na Boliwię.
Środa, 4 czerwca 2004, w siedzibie zarządu miejskiego.
Foto Foto Foto
Widok w stronę Yungas.
Miejmy nadzieję, że kiedyś zrobimy tę trasę...
15 dni drogi w stronę dżungli.
Foto
Przydomowe podwórko hoteliku.

Jesteśmy tutaj bez przejścia obowiązujących formalności imigracyjnych. Przekraczamy symboliczną granicę na której nie ma nikogo, kto zarejestrowałby nasz cel. To jak zły sen, z którego będziemy się musieli obudzić, by kontynuować podróż po Boliwii. Będziemy musieli zalegalizować naszą obecność. Być może przekraczając granicę jeszcze raz: musimy wrócić na stronę peruwiańską. Jarmark w Chejepampa znajduje się w odpowiednim miejscu do tego celu. W każdy piątek o trzeciej rano odchodzi w tym kierunku autobus z Pelechuco. Więc mamy jeszcze dwa dni.

Spacer do Illo-Illo. Illo-Illo znajduje się po drodze do Curva. Wykorzystywana przez tych, co tęsknią za doświadczeniem wyprawy. Chociaż dla miejscowych jest to dwudniowy marsz, „gringos” idą z mułami i ich poganiaczami a zajmuje im to podwójną ilość czasu. W ten sposób atletyczne ciała, doskonale umięśnione dla celów, które oferuje im bogaty świat - konsumować więcej - są mniej skuteczne w warunkach, w których wartość nie jest mierzona przez zdolność konsumpcji. Ale ich ślady pozostają. Dzieci, które wychodzą na ścieżkę, by nas powitać, proszą o czekoladę i pieniądze. Określają siebie jako biedne. I chcą być poganiaczami mułów.

Foto
Spoglądając w stronę Pelechuco. Będziemy musieli wrócić...
Foto Foto Foto Foto
W pewnym punkcie kordyliery...
Idziemy do Illo-Illo.
Spacer na dwa dni.
Najpierw się wchodzi...
Foto Foto Foto Foto
... a później schodzi.
Tymczasem dwie miejscowe kobiety zbiegają niczym kozy.
Na koniec mostek: pięć minut od Illo-Illo.
Ostatnie zdjęcie to droga powrotna do Pelechuco.