El Pantanal - Bahia Negra (Paragwaj)
Idziemy łowić piranie ze słońcem już dobrze zainstalowanym w jego zniżającym się ruchu. Życiorys Jacka na zawsze będzie wzbogacony przez pierwszą i drugą złowioną rybę tego gatunku.
Żart, który krąży tam wieczorem, mówi o tym, że czas na wycofanie się piechoty, jako że do akcji wchodzi lotnictwo. I nie zawiódł. Musieliśmy wycofać się w pośpiechu pod nawałem komarów. Nawet pokaz, zaoferowany przez zachód słońca, nie mógł nas od tego uchronić.
Przed pożarciem mieliśmy czas.
A rano, oczywiście, świt w Bahia Negra.
Tak długo, długo oczekiwany statek - pływający rynek - w końcu przybywa. To jest jedyna droga zaopatrzenia dla mieszkańców Bahia Negra. My już wracamy. Przepływamy w pobliżu Puerto Busch.
Ważna referencja w boliwijskich massmediach, mimo że jest to zwykła barka z jednym kapralem floty i trzema nastolatkami. Ale jej cień kładzie się nad przyszłością obszaru, jak gdyby to było mroczne ostrzeżenie. Dla wielu, dla których budowa drogi, która połączy Puerto Suarez i Puerto Busch, to nadzieja na pomyślność i pracę. Ale być może to, co przyniesie nad potrójną granicę, to będą czołgi i konflikt o jeden z największych na świecie kursów słodkiej wody. I pewnie wielkie bogactwo dla bardzo niewielu.
A tu spróbujemy coś złowić.
Podglądamy rodzinę wydr (rzecznych wilków), igrających na brzegu rzeki. Ale ich głosy są dla nas pożegnalną piosenką. Chcę zachować obraz krokodyli, wylegujących się na ich ciepłych leżach. Ale mroźna siekiera rozbija ten świat. Nie mamy wiele czasu zanim przetnie go nowa droga.
Inny przygotowany do ucieczki.
Ten raczej woli moczyć się w spokoju.
Chcę znów przeciągnąć ręką po powierzchni wody, czuć oddech rzeki z każdym uderzeniem wiosła, szukać znaków groźnego „surazo” w płynących liściach. Mówię do widzenia do Wielkiemu Mokradłu. Do zobaczenia!









